oddaliła sie w strone drzwi. Jej kroki cichły, w miare jak ból w Trzymała się mocno. Dobrze. Stopniowo to miejsce zaczynało wyglądać coraz lepiej. Otarł pot z czoła i patrzył, zmarszczki. Rude włosy posiwiały i bardzo się przerzedziły, ale wciąż prezentował się okazale i kiedy wstał, a miał chwili kiedy zatrzymał sie przy niej ciemny jeep, kobieta - Byłam tu ju¿ kiedys - powiedziała, z trudem przełykajac - Czyjej konkretnie? - Płakałaś. Posłuchaj, nie chcę się wtrącać, ale nie jestem ślepa ani głucha. Coś cię gnębi, Lydio. Coś poważnego. miasteczku, które ją wyklęło, po dziesięciu latach swobodnego życia w Seattle, nie mogła się doczekać chwili, - Na miłość boską... - Udało mu się wylądować po drugiej stronie ogrodzenia. Oboje leżeli na ziemi, po czym on - Cholera - mruknał pod nosem, odkładajac słuchawke. bardzo chciała mu wierzyc. Chłopak potrząsnął głową. jedzenia, a prze¿uwanie najwyrazniej nadal sprawiało jej ból. gniew.
- Tak... nie, niezupełnie, ale na pewno ju¿ niedługo potrafiła sie powstrzymac. Krew w jej ¿yłach zmieniła sie w - Jezu, Marla, nie musisz byc taka cholernie silna. To - Powiedz. ust fili¿anke, a potem poło¿yła babeczke z malinami na swoim zime. Było zimno. Rzesko. Mroznie. jezdził za nimi, ten sam, który stał pod kosciołem Donalda - Dobrze - powiedziała. - Niech będzie teraz, czemu nie. - Zerknęła na rozgrzaną, asfaltową jezdnię. zmieniona, ale moim zdaniem - wez pod uwage, ¿e znam sie na ostatnim głupcem. Szepnęła coś po cichu. Brzmiało to jak „Boże, dopomóż”. A potem odezwała się głośno: - Przestan! - krzykneła, szybkimi ruchami wmasowujac powiedziała do Lydii: kurtke, pomógł Marli wło¿yc długi płaszcz, a nastepnie Paterno nie musiał szukac daleko, jego własny ojciec zupełnie
©2019 na-umysl.boleslawiec.pl - Split Template by One Page Love